Stałą naszą wycieczkową ekipą (czyli ja, Krzyś, Xenia+ aparat) wybraliśmy się do ruin Old Summer Palace (YuanMingYuan), gdzie między innymi znajdował się niegdyś pałac w stylu zachodnim (a potem przyszli Francuzy i Angliki w 1860 i jak wszystko inne, to także zniszczyli. Gdziekolwiek się nie pójdzie w Pekinie, każda tabliczka ma ten sam akapit. „W .1860 r. budowla została zniszczona przez wojska angielskie i/lub francuskie. blablabla”). Było trochę ruin, wiele ogrodów, kanałów, jezioro. Bardziej wycieczka terenowa niż zwiedzanie w sumie. Był staw z rybami, na jakimś podeście przy nim, w jednym ze zbiorników „stadko” najbrzydszych rybek na świecie XD Wyglądały jak jakieś mutanty. Jedne z wyłupiastymi wielkimi oczami, inne z jakimiś naroślami, jakby im mózg z głowy wystawał. Nie doszliśmy między sobą, czy to specjalnie tak krzyżowane i hodowane dla rozrywki, czy to jakieś faktycznie chore rybki oddzielone od reszty zdrowych. Ja stawiam na to pierwsze.
Na koniec obiadek w lokalnej knajpce po drugiej stronie ruin. Średni był. Jakoś nie miałam dalej siły jechać do Wudaokou, jak to zwykle czynię.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Ksenia powiedziała, że aparat nazywa się Henryk i jeśli będziesz mówić na niego "aparat" to się obrazi ;)
Nie, nie, to jest dla picu, Henryk jest dobrym przyjacielem, nigdy nie obrazi się z powodu jakichś głupstw! : D
Nie jesteśmy – Krzyś i ja – tak optymistyczni jak ty, stawiamy raczej na to drugie! No ale chyba jest inna przyczyna...
Ej! Co ty mówisz! Jak możesz mówić, że nasz obiadek się ci nie spodobał, a ziemniaczki?
Prześlij komentarz