Jadłam dziś psa!
W ogóle to grafik napięty do granic możliwości dziś. Rano praca w Pingguoyuan, po południu praca w Baishiqiao, potem wizyta w biurze Firmy, by odebrać wypłatę- zapłacili mi za cały miesiąc, te dni, kiedy nie pracowałam też. (Oczywiście po kolejnych perturbacjach, wczoraj jak się znów wkurzyłam to stwierdziłam, że miarka się przebrała i rzucam ich w cholerę. Dziś niby nic, cicho sza, jest po mojemu, ale pełno małych kwestii nadal nie rozwiązanych.)
Dalej spotkanie z Tonym. Dacie wiarę- happy hours w Wudaokou i np. Gin&Tonic (i kilka innych drinków do wyboru) za 5y (2,10zł!!!)?
A potem z aiesecerami ów pies jako zwieńczenie wieczoru. Do tego w miejscu nie byle jakim, bo restauracja była zdecydowanie najładniejsza z tych, w których dotychczas tu jadłam. Uroczy (lovely?) ogródek w chińskim stylu, z chińskimi daszkami, czerwonymi latarniami, stawem, lotosami, mostkami, etniczną muzyką częściowo na żywo, nienachalną, tańcami w regionalnych strojach. Do tańców zostaliśmy potem zaproszeni! Będąc po kilku drinkach pobiegłam w podskokach i szło mi całkiem nieźle. Świetny klimat.
Pies. Był to hotpot. Trochę szkoda, bo akurat za chińskim hotpotem nie przepadam. Ja myślałam, że ten pies to będzie na woku smażony, albo w postaci tak szalenie tu popularnych szaszłyków. No ale nie marudzę.
Pies. Smakuje prawie jak wieprzowina, a wygląd i faktura wołowiny, mięso ciemne, włókniste, dość chude. Ogólnie smaczne, ale bez szału.
Plan na dalszą przyszłość: cykady i skorpiony.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Wszystkiego w życiu trzeba spróbować, ale dla mnie jednak ośmiornica to póki co szczyt odwagi kulinarnej. Myślę jednak, że wkrótce to się zmieni. ^^
Prześlij komentarz