Nadal nie mam Internetu T_T Zabija mnie to. Wszyscy wiemy, że jestem uzależniona od netu, ale tutaj to jednak sprawa życia lub śmierci. Tak naprawdę, nie wiem nawet, gdzie mieszkam. Nie mam mapy papierowej, bo spodziewałam się mieć google maps (albo raczej baidu, chiński odp. googli, jeśli chodzi o mapy Chin, dokładniejszy od googli). Nie mam jak sprawić komunikacji miejskiej. Wprawdzie stąd mam tylko jeden autobus do miasta, więc nie ma co kminić, ale jak już pisałam wcześniej, trzeba się przesiadać dużo, by gdzieś dojechać, bez dokładnej wiedzy co i jak- zapomnij. Na ulicy też o drogę nie spytam, bo nie mówią tu po ang. wcale. Są jeszcze jakieś małe lokalne autobusy, jeżdżące po dzielnicy, też nie mam jak sprawdzić, a mapek brak.
Nie mam też słownika, bo naturalnie korzystam z internetowego. Nie mam jak się kontaktować w aiesecerami. Bez netu nie da się tu żyć.
Był u mnie jakiś koleś od netu, oczywiście nie kuma po ang, choć i tak nie zle, bo znał z 10 słów, naprawdę zawyża poziom. Kminił długo, dzwonili do firmy internetowej namiętnie, ale nic nie wskórał. Chciał mi się wytłumaczyć, ale ja mu tylko ting bu dong (nie rozumiem) mogłam, więc potem mieliśmy sesję tłumaczeniową przez telefon z opiekującą się mną Chinką. Wiem tylko tyle, że jutro ma przyjść znów i mam dostać nowe hasło do netu (bo ogólne net jest i kabel działa, ale mi wywala komunikat, że ma zły login i/lub hasło, nikt nie wie dlaczego). Zapytałam więc, czy jest tu jakaś kafejka internetowa, ona zapytała kolesia, bo nie wiedziała, a on powiedział, że jest i że ze mną pojedzie, pokaże i przywiezie XD Więc pojechaliśmy autobusem, 5 przystanków (tak naprawdę to nie tak daleko, ale autobus jedzie trochę na około), pointernetowałam, przy okazji zaliczyłam McDonalds, lody były doskonałe, jak u nas; okazało się niestety, że cheesburgery nie wszędzie smakują tak samo. To znaczy ten był oczywiście bardzo podobny w smaku, ale nie taki sam, był jakiś taki suchy, miał tylko 1 plasterek ogórka i nie miał cebulki.
Mój towarzysz zaś przyjechał rowerem (!) i zawiózł mnie na bagażniku do domu :D :D :D Nie wiem, czy jeżdżenie na bagażniku nie liczy się tutaj za randkę XD
piątek, 31 lipca 2009
środa, 29 lipca 2009
^o^
Internet ma być jutro.
Byłam dziś w centrum Pekinu^^ Miałam tam szkolenie i podpisywałam kontrakt.
Jechałam najpierw do centrum 50 min autobusem (choć niby powinien jechać 35, co się nigdy nie zdarza, jak mi powiedziano). Potem po centrum autobusem 2 przystanki, metrem 5 pryst., znów autobusem 3 przyst.(choć można też pojechać jednym, ale jedzie się o wiele dłużej.) Tutaj nie da się tylko jednym autobusem/metrem pojechać, gdziekolwiek chce się jechać, trzeba się przesiadać, autobusy jeżdżą jedynie do 21-22, rzadko później, metro do ok. 23 (choć nie wiem, jak wszystkie linie). Za to kursują często, są tanie, zwłaszcza jak się używa karty do elektronicznego czytnika, (choć jak się trzeba tyle przesiadać, to już nie jest tak tanio), w większości autobusów jest naprawdę wydajna klima, więc przyjemnie chłodno. Nie wiem, czy jest to źle pomyślane i rozplanowane, czy taka specyfika miasta, że nie da się lepiej, ale chyba to pierwsze. Nawet metro takie dziwnie rozplanowane się wydaje, mało stacji przesiadkowych. Na przystankach nie ma ani mapek trasy konkretnego autobusu, ani schematu komunikacji, choćby tylko dzielnicy. Nic. Jest za to pinyin, a niekiedy napisy po ang.
Jak już wszystko pozałatwiałam, to postanowiłam się przejść po mieście. Nie odchodziłam daleko od przystanku mojego autobusu, żeby się nie zgubić, ale wystarczyło, by złapać klimat. Kupiłam też jakieś ichnie jedzenie z ulicznych standów- dwa małe szaszłyczki, a potem miejscową odmianę dużego naleśnika z warzywami (świeże i piklowane) i sosem. Dość ostre, ale po tajskiej kuchni nie zrobiło większego wrażenia :D Pogadałam też nieco stafu sprzedawanego prosto z płachty na ziemi, torebki, portfele, skarpetki, ubrania. Gotowana kukurydza, owoce na patyku (arbuz, mango)- popularna orzeźwiająca w upale przekąska, czyli plasterek owocu nadziany na patyk jak od szaszłyka.
W drodze powrotnej, jak już wysiadłam z autobusu, zaczepiła mnie sympatyczna Chinka, która chce wymieniać naukę ang za chiński, podobno sama jest nauczycielką chińskiego, po ang też jako tako daje radę. Chyba skorzystam.
Jutro pierwsze lekcje ze skośnymi dziećmi XD.
Byłam dziś w centrum Pekinu^^ Miałam tam szkolenie i podpisywałam kontrakt.
Jechałam najpierw do centrum 50 min autobusem (choć niby powinien jechać 35, co się nigdy nie zdarza, jak mi powiedziano). Potem po centrum autobusem 2 przystanki, metrem 5 pryst., znów autobusem 3 przyst.(choć można też pojechać jednym, ale jedzie się o wiele dłużej.) Tutaj nie da się tylko jednym autobusem/metrem pojechać, gdziekolwiek chce się jechać, trzeba się przesiadać, autobusy jeżdżą jedynie do 21-22, rzadko później, metro do ok. 23 (choć nie wiem, jak wszystkie linie). Za to kursują często, są tanie, zwłaszcza jak się używa karty do elektronicznego czytnika, (choć jak się trzeba tyle przesiadać, to już nie jest tak tanio), w większości autobusów jest naprawdę wydajna klima, więc przyjemnie chłodno. Nie wiem, czy jest to źle pomyślane i rozplanowane, czy taka specyfika miasta, że nie da się lepiej, ale chyba to pierwsze. Nawet metro takie dziwnie rozplanowane się wydaje, mało stacji przesiadkowych. Na przystankach nie ma ani mapek trasy konkretnego autobusu, ani schematu komunikacji, choćby tylko dzielnicy. Nic. Jest za to pinyin, a niekiedy napisy po ang.
Jak już wszystko pozałatwiałam, to postanowiłam się przejść po mieście. Nie odchodziłam daleko od przystanku mojego autobusu, żeby się nie zgubić, ale wystarczyło, by złapać klimat. Kupiłam też jakieś ichnie jedzenie z ulicznych standów- dwa małe szaszłyczki, a potem miejscową odmianę dużego naleśnika z warzywami (świeże i piklowane) i sosem. Dość ostre, ale po tajskiej kuchni nie zrobiło większego wrażenia :D Pogadałam też nieco stafu sprzedawanego prosto z płachty na ziemi, torebki, portfele, skarpetki, ubrania. Gotowana kukurydza, owoce na patyku (arbuz, mango)- popularna orzeźwiająca w upale przekąska, czyli plasterek owocu nadziany na patyk jak od szaszłyka.
W drodze powrotnej, jak już wysiadłam z autobusu, zaczepiła mnie sympatyczna Chinka, która chce wymieniać naukę ang za chiński, podobno sama jest nauczycielką chińskiego, po ang też jako tako daje radę. Chyba skorzystam.
Jutro pierwsze lekcje ze skośnymi dziećmi XD.
the first day
No więc jestem w Chinach. Na razie wszystko wygląda spoko.
Mieszkam na zadupiu, w znaczeniu: daleko od centrum, ale na wielkim blokowisku, nie daleko sklepy, knajpki, bank, przystanki autobusowe itp. Nieco dalej, 3-6 przystanków autobusem jest większa dzielnica handlowa, ze sklepikami, butikami i dużym supermarketem. Jest też McDonalds i KFC. Jeszcze nie korzystałam.
Mieszkanie jest ok. Duuuuże! (spokojnie mogę zmieścić gości, nawet 6-8 osób, bo są dwa duże łóżka, sofa, materac, więc zapraszam serdecznie! :* ) 2 sypialnie, livingroom, kuchnia, łazienka, przeszklony taras, spiżarnio-balkon (?) w kuchni. Tylko dosyć zapuszczone, lokatorzy pomiszkujący tu tymczasowo, po kilka miesięcy ewidentne nie dbali o to, co nie ich, widać też, że nie malowane, od kiedy zbudowano (blok typu „nowe budownictwo” na oko dałabym mu z 15 lat, kiepska jakość wykończenia.). Nie spocznę, póki nie wyszoruję wszystkiego czymś domestosopodobnym. Pralka niestety typu japońskiego, czyli ulepszona Frania; tylko zimna woda. Moje ubrania będą wiecznie niedoprane
Jest klima, nie ma ogrzewania! (Znaczy się można zimą klime na tryb ogrzewanie włączyć, ale z tego co słyszałam, to marne rozwązanie i bardzo drogie, a choć mieszkanie Am za darmo, to rachunki płacę sama.)
W pokoju mam wieeeelką szafę typu komandor, taką, jakiej zawsze pragnęłam, by poupychać nadmiar ubranek, a teraz gdy szafę mam, to ubrań brak. To znak znaczy się musi być- by iść wdzianka nakupować! :D A ubrania mają niekiedy dość fajne, takie „korean-japan style” jakie lubię, a jakich w Polsce tylko na allegro uświadczysz. Niestety ceny zupełnie zwyczajne, więc raczej szaleństwa nie będzie.
Przyjechały po mnie na lotnisko 2 panie, sympatyczne, jedna mówiła po ang. Zabrały na obiad (nium, dobre jedzonko, dobre! ^_^), do mieszkania, pokazały przedszkole, zawiozły do banku wymienić pieniądze, na zakupy. Chiny wcale nie są tanie! T_T Wydałam dziś prawie 200 yuanów i właściwie nic nie kupiłam. Supermarket- chleb, mleko, jogurt, woda mineralna, majonez, keczup itp. - ceny jak u nas, a produkty zachodnich koncernów (nestle, knorr) nawet droższe! Najtańsze płatki śniadaniowe- 12 zł !!!!!!!!!!! Może ichsine jedzenie jest tańsze, nie miałam czasu sprawdzać. Kola jest tańsza. Kupiłam pościel (najtańsza jaka była 89 yuanów czyli ok. 40 zł- za to jest dość piękna, w domu takiej nie mam ;) mam nadzieję, że nie tylko do pierwszego prania), ręcznik 23 yuany, jakiś staf do mieszania.
Zastanawiam się, jak wyglądają sklepiczki poza supermarketem. I co dziwnego można w nich kupić.
Poza tym, jest tu trochę jak w Japonii. Pod domem rośnie drzewo kaki (persymon), słychać też cykady, w koło krzaki i więcej krzaków, neony, skośni ludzie, tłumy, mushiatsui (gorąco i parno), także nocą.
Nie wiem, kiedy przyjdzie do mnie internet.
Ciekawostka na dziś: Używają 2 rodzajów wtyczek elektrycznych jednocześnie. Jedne z trzema płaskimi ukośnie położonymi bolcami, drugie z dwoma, również płaskimi, równoległymi- do tych spokojnie można wkładać nasz polskie okrągłe wtyczki, dziurki są przysuwane to nich, mimo, że tych się tutaj akurat nie używa. Nie trzeba więc przejściówki.
Mieszkam na zadupiu, w znaczeniu: daleko od centrum, ale na wielkim blokowisku, nie daleko sklepy, knajpki, bank, przystanki autobusowe itp. Nieco dalej, 3-6 przystanków autobusem jest większa dzielnica handlowa, ze sklepikami, butikami i dużym supermarketem. Jest też McDonalds i KFC. Jeszcze nie korzystałam.
Mieszkanie jest ok. Duuuuże! (spokojnie mogę zmieścić gości, nawet 6-8 osób, bo są dwa duże łóżka, sofa, materac, więc zapraszam serdecznie! :* ) 2 sypialnie, livingroom, kuchnia, łazienka, przeszklony taras, spiżarnio-balkon (?) w kuchni. Tylko dosyć zapuszczone, lokatorzy pomiszkujący tu tymczasowo, po kilka miesięcy ewidentne nie dbali o to, co nie ich, widać też, że nie malowane, od kiedy zbudowano (blok typu „nowe budownictwo” na oko dałabym mu z 15 lat, kiepska jakość wykończenia.). Nie spocznę, póki nie wyszoruję wszystkiego czymś domestosopodobnym. Pralka niestety typu japońskiego, czyli ulepszona Frania; tylko zimna woda. Moje ubrania będą wiecznie niedoprane
Jest klima, nie ma ogrzewania! (Znaczy się można zimą klime na tryb ogrzewanie włączyć, ale z tego co słyszałam, to marne rozwązanie i bardzo drogie, a choć mieszkanie Am za darmo, to rachunki płacę sama.)
W pokoju mam wieeeelką szafę typu komandor, taką, jakiej zawsze pragnęłam, by poupychać nadmiar ubranek, a teraz gdy szafę mam, to ubrań brak. To znak znaczy się musi być- by iść wdzianka nakupować! :D A ubrania mają niekiedy dość fajne, takie „korean-japan style” jakie lubię, a jakich w Polsce tylko na allegro uświadczysz. Niestety ceny zupełnie zwyczajne, więc raczej szaleństwa nie będzie.
Przyjechały po mnie na lotnisko 2 panie, sympatyczne, jedna mówiła po ang. Zabrały na obiad (nium, dobre jedzonko, dobre! ^_^), do mieszkania, pokazały przedszkole, zawiozły do banku wymienić pieniądze, na zakupy. Chiny wcale nie są tanie! T_T Wydałam dziś prawie 200 yuanów i właściwie nic nie kupiłam. Supermarket- chleb, mleko, jogurt, woda mineralna, majonez, keczup itp. - ceny jak u nas, a produkty zachodnich koncernów (nestle, knorr) nawet droższe! Najtańsze płatki śniadaniowe- 12 zł !!!!!!!!!!! Może ichsine jedzenie jest tańsze, nie miałam czasu sprawdzać. Kola jest tańsza. Kupiłam pościel (najtańsza jaka była 89 yuanów czyli ok. 40 zł- za to jest dość piękna, w domu takiej nie mam ;) mam nadzieję, że nie tylko do pierwszego prania), ręcznik 23 yuany, jakiś staf do mieszania.
Zastanawiam się, jak wyglądają sklepiczki poza supermarketem. I co dziwnego można w nich kupić.
Poza tym, jest tu trochę jak w Japonii. Pod domem rośnie drzewo kaki (persymon), słychać też cykady, w koło krzaki i więcej krzaków, neony, skośni ludzie, tłumy, mushiatsui (gorąco i parno), także nocą.
Nie wiem, kiedy przyjdzie do mnie internet.
Ciekawostka na dziś: Używają 2 rodzajów wtyczek elektrycznych jednocześnie. Jedne z trzema płaskimi ukośnie położonymi bolcami, drugie z dwoma, również płaskimi, równoległymi- do tych spokojnie można wkładać nasz polskie okrągłe wtyczki, dziurki są przysuwane to nich, mimo, że tych się tutaj akurat nie używa. Nie trzeba więc przejściówki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)