piątek, 30 kwietnia 2010

Dzień w którym zostałam (oficjalnie zarejestrowanym) kosmitą.

Pojechałam odebrać dziś odebrać moją gaijin kartę. Pojechałam, to za duże słowo, jako, że mój autobus nie przyjeżdżał i nie przyjeżdżał i po 25 minutach się poddałam. Faktycznie, był koszmarny korek, więc najpierw czekałam cierpliwie, ale potem zaczęłam się bać, że mi urząd zamkną i zdecydowałam się iść pieszo. Jedyna zaleta- odkryłam kaitenzushi po drodze  A ponad godzinny spacer pozwolił mam nadzieję spalić trochę świeżo nabytego tłuszczyku, bo utyłam tu już 2 kilo T.T
Tak więc mam moje 外国人登録証明書 czyli Gaijin kartę, zwaną oficjalnie Certificate of Alien Registration.

Wróciłam zaś drogą eksperymentalną, od północnej strony, niezdanym mi autobusem. Dzięki temu odkryłam, że niedaleko mam sukiyę, jedną z „trzech wielkich” (obok matsui i yoshinoi) sieciówek gyuudon/kare. Yosh~~ Tyle, że w tamtą stronę zawsze mi nie po drodze.

A ponarzekam sobie teraz na autobusy. W Tokio jest całkiem sporo autobusów, choć zawsze kojarzone jest z zatłoczonymi pociągami i metrem. Ale nie ma nigdzie mapy komunikacji autobusowej. Całe Tokio obsługuje pewnie kilkanaście, jak nie więcej przewoźników, każdy ma swoją stronę, swoje schematy komunikacji, rzadziej dokładne mapki. O angielskim zapomnij. Nie ma strony, która by to zbierała do kupy, wyszukiwała połączenia, przesiadki itp. W mojej okolicy sjest przynamniej 3 przewoźników, ale nawet w urzędzie dzielnicy w punkcie informacji nikt nie potrafił mi powiedzieć, jak trafić spowrotem do domu mam, nie mieli mapek, ulotek itp. Do tego oczywiście każda firma ma swoje bilety, nie ma biletów godzinnych ani nic podobnego. Bywają czasem jednodniowe, ale tylko na jednego przewoźnika i zdaje się na ograniczonym terenie, a nie w całym Tokio. Wspólnych przystanków też się nie praktykuje, poza komunikacyjnymi węzłami w rodzaju dworzec, choć i tam, rzecz jasna przystanki SA osobne, ale w miarę obok siebie. Trasy autobusów są bardzo krótkie i mało rozmaite, trzeba się więc przesiadać, co przy braku biletów czasowych powoduje kumulację kosztów. Tak więc by dojechać do urzędu dzielnicy, jakieś 4km w linii prostej, na przykład powinnam wsiąść w autobus 21, potem zaś przesiąść się na jeżdżący co 2 godziny 30. Potrzebne mi więc 4 bilety po 210y, czyli krótka przejażdżka kosztuje mnie 27zł XD Chociaż i tak najbardziej boli mnie brak wyszukiwarki lub chociaż mapy z zaznaczonymi WSZYSTKIMI autobusami. Tęsknię za Pekinem i jego dziką siecią pół-darowych autobusów!

3 komentarze:

Michał Bernat pisze...

haha... no masakra z tym jest... to samo bylo w fukuoce mimo jednego przewodnika byl to kompretny chaos maczany w zupie z kanji :]

jak przeczytalem o biletach za 1zł w Pekinie na bloku Anki i o fajnych hotelach za 50zł/noc to malo z krzesla nie spadlem... obecnie sledze promocje linii lotniczych na trasie waw-Pekin :]

neko pisze...

Bilety na autobus w Pekinie kosztują 0,4-0,8y jak się ma YKT, czyli 20-40 gorszy!
A metro aż 85 groszy :D
Tutaj zaś bilet na autobus droższy od metra.

aneczka pisze...

O rany... A ja myślałam, że w Dżapanie cały transport jest tak genialnie zorganizowany jak metro...