Kolejny tydzień zleciał błyskawicznie. Pracy mam niewiele, toteż i zmęczona nie jestem. Jetlag wreszcie minął. Dostałam dziś wypłatę, i to większą, niż się spodziewałam i wreszcie nie jestem biedna! Byłam na zakupach of kors. Najpierw spotkałam się z Martą w parku Ueno (znalezienie się na stacji zajęło nam ponad pół godziny XD), zjadłyśmy tam późny lunch- take out prosto z Matsui, a także sempai nakarmiała mnie土佐文旦 ( japońskie „mini pomelo”- niezidentyfikowany owoc nie występujący nawet w wikipedii), które dostała od zaprzyjaźnionej rodzinki. Zwieńczeniem wieczoru były nader udane zakupy w mym ulubionym Donquijote i lody w Maku.
Ostatnio wrzuciłam trochę zdjęć tutaj, zajęło to 3 godziny prawie, a jak widać poniżej, przestały działać, więc oficjalnie zaprzestaję takich praktyk. Tutaj tekst. Foto na picasie. Kiedyś.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz