O tragedii tu-154 dowiedziałam się dopiero w pon. wieczorem. Nie miałam netu, telewizora tez nie mam. Dziwne, jakbym się z księżyca urwała. I głupio mi, bo nie raz żartowałam, że newsów nie czytam, TV nie oglądam i nawet bym nie wiedziała, że prezydent umarł, gdyby ktoś na gg nie zostawił statusu. Czasy się zmieniły, wiem z FB.
To miło, że będąc tak daleko za granicą mogę wyrazić mój szczery smutek i każdy zrobi przygnębioną minkę w odpowiedzi (choć nie każdy wie ococho). Nikt tu nie jest poirytowany, że chcę powiedzieć, że mi żal, nikt nie zaczyna spiskowych teorii, politycznych dysput, uszczypliwych komentarzy, nie rzuca obelg, nie zarzuca hipokryzji (bo przecie Kaczyńskiego bardzo nie lubiłam). A smutno mi szczerze, bo to tragedia wykraczająca poza polityczne poglądy. I nawet jakoś tak już nie mogę napisać, że „Kaczki” nie lubiłam, choć to pierwsze przyszło mi do głowy.
Czytam wszystkie niusy, coś czego nigdy nie robię. Może dlatego, że nikt o tym nie mówi tutaj, mam taką potrzebę. No i nie bombarduje mnie to z każdej strony, jak wyobrażam sobie, jest w Pl. Sama świadomie mogę sobie wybrać, czy chcę czytać, czy nie. A że nie mam z kim pogadać, to czytam choć.
Ludzie jadą po Jarku. A ja dopiero teraz uświadomiłam sobie, że kurdeż, przecież mu brat bliźniak zginął. Dotychczas widziałam go ciągle jako prezesa nielubianego PiSu. Serio jakoś nie skojarzyłam faktu, że dla niego to rodzinna tragedia, a nie tylko prezydent ze swojej partii.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz