Potem umeshu na stole i pełno jedzenia szybko poprawiły mi humor. Aiesecerzy okazali się całkiem wyluzowani i skorzy do zabaw, a obsługa izakai kilkukrotnie musiała przychodzić nas uciszać po tym, jak na scenie pojawiła się 5 litrowa butla szampana i liderzy poszczególnych teamów byli z niej pojeni, przy gromkich okrzykach zachęty i wiwatach. Mnie też napojono, a jako, że musiałam bronić honoru Polski, wypiłam tego szampana sporo na raz.
To, wraz z umeshu, zaowocowało dnia następnego zdecydowanie nie planowanym kacem. Wszakże cóż może być lepszego niż kac pierwszego dnia pracy?! Na szczęście było to zwykły kac, a nie kac morderca, choć dopiero tak o 16 doszłam do siebie.
Przyjechała Naoko znów, po drodze dołączyła do nas Risa, i pojechałyśmy załatwić ten papierek potrzebny do zakupu fonu. Wszystko było by fajnie, gdyby Naoko sprawdziła, gdzie mamy wysiąść z autobusu i jak iść… A tak była 16.55 (urząd do 17), lało, wiało i zimno było niesamowicie, a my błądzimy. Już sobie pomyślałam, że i tym razem telefonu nie zdobędę i po raz kolejny klęłam soczyście na Naoko w myślach. Naoko zadzwoniła do urzędu by zapytać o drogę. Miła pani wytłumaczyła jej cierpliwie i rzekła, że… na nas poczeka! Tak więc 15 minut po czasie wystawiono upragniony świstek (wyobrażacie sobie coś takiego u nas?!?!) i ruszyłyśmy do sklepu.
O! takie cudo mam! telefono-telewizoro- aparat w jednym, foto 8 MP, 3,1" ekran obrotowy WVGA OLED...
http://www.au.kddi.com/english/seihin/ichiran/kishu/ca004/index.html
1 komentarz:
faaak, tyle czasu spędziłam nad wrzucaniem zdjęć to tego i poprzedniego posta, to chyba znak, by blog pozostał bezzdjęciowy, a od foto jest picasa...
Prześlij komentarz