Miałam dziś iść do pracy i spotkać tam dziewczynę z firmy, by mi przekazała książki i materiały z jakich będę uczyć w roku szkolnym w obu przedszkolach. Oczywiście dostałam rano SMSa (a tak bardzo domagałam się, by mi wysłała dokładny schedule, bym mogła sobie różne rzeczy zaplanować i się poumawiać z ludźmi) , żebym nie szła do pracy tylko przyjechała do biura. Whatever. Nie pcham się gdzie mnie nie chcą. Skoro już jechałam do miasta to umówiłam się z Tonym, the aiesecerem. Pojechaliśmy na sushi i sukiyaki do Wudaokou ^_^ Ach dobre było! Zwłaszcza sukiyaki (japoński hotpot). I chińczyk lubiący japońskie jedzenie~~! Potem zaś, już całkiem wieczorem, poszłam do Krzysia obejrzeć jego nowy pokój w innym akademiku. Całkiem spoko, choć nie powala. Za to bardzo ładna łazienka jak na chińskie standardy; w pokoju, nie wspólna na korytarzu. I jest kotarka w prysznicu, w mieszkaniach rzecz nie znana. A Sosu donosi, że u niego w Xianie też kotarkę w łazience ma. Mała rzecz a cieszy. Idąc do Krzysia kupiłam nam jeszcze jakiegoś dziwnego owoca (dragonfruit, ma fajny kształt, biały lekko słodkawy miąższ z malutkimi, czarnymi, jadalnymi pestkami) w ramach experymentowania i Tsin Tao (popularne piwo, tutejszy Żywiec).
Lato się kończy. Jak wracałam o północy było dość chłodno, pierwszy raz pomyślałam, że przydałby się żakiecik czy coś do włożenia. Ogólnie dni są nadal bardzo ciepłe, ale nie ma tych okropnych upałów (ostatni upalny dzień był tydzień temu), wreszcie czuć różnicę między dniem a nocą; wieczory i poranki są bardzo przyjemne, rześkie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Jak to nie ma kotarek w mieszkaniu? O.O To co? Cała woda wylewa się na łazienkę...? o.O
Dokładnie, woda rozlewa się po całej łazience.
Prześlij komentarz