środa, 29 lipca 2009

the first day

No więc jestem w Chinach. Na razie wszystko wygląda spoko.
Mieszkam na zadupiu, w znaczeniu: daleko od centrum, ale na wielkim blokowisku, nie daleko sklepy, knajpki, bank, przystanki autobusowe itp. Nieco dalej, 3-6 przystanków autobusem jest większa dzielnica handlowa, ze sklepikami, butikami i dużym supermarketem. Jest też McDonalds i KFC. Jeszcze nie korzystałam.
Mieszkanie jest ok. Duuuuże! (spokojnie mogę zmieścić gości, nawet 6-8 osób, bo są dwa duże łóżka, sofa, materac, więc zapraszam serdecznie! :* ) 2 sypialnie, livingroom, kuchnia, łazienka, przeszklony taras, spiżarnio-balkon (?) w kuchni. Tylko dosyć zapuszczone, lokatorzy pomiszkujący tu tymczasowo, po kilka miesięcy ewidentne nie dbali o to, co nie ich, widać też, że nie malowane, od kiedy zbudowano (blok typu „nowe budownictwo” na oko dałabym mu z 15 lat, kiepska jakość wykończenia.). Nie spocznę, póki nie wyszoruję wszystkiego czymś domestosopodobnym. Pralka niestety typu japońskiego, czyli ulepszona Frania; tylko zimna woda. Moje ubrania będą wiecznie niedoprane 
Jest klima, nie ma ogrzewania! (Znaczy się można zimą klime na tryb ogrzewanie włączyć, ale z tego co słyszałam, to marne rozwązanie i bardzo drogie, a choć mieszkanie Am za darmo, to rachunki płacę sama.)
W pokoju mam wieeeelką szafę typu komandor, taką, jakiej zawsze pragnęłam, by poupychać nadmiar ubranek, a teraz gdy szafę mam, to ubrań brak. To znak znaczy się musi być- by iść wdzianka nakupować! :D A ubrania mają niekiedy dość fajne, takie „korean-japan style” jakie lubię, a jakich w Polsce tylko na allegro uświadczysz. Niestety ceny zupełnie zwyczajne, więc raczej szaleństwa nie będzie.

Przyjechały po mnie na lotnisko 2 panie, sympatyczne, jedna mówiła po ang. Zabrały na obiad (nium, dobre jedzonko, dobre! ^_^), do mieszkania, pokazały przedszkole, zawiozły do banku wymienić pieniądze, na zakupy. Chiny wcale nie są tanie! T_T Wydałam dziś prawie 200 yuanów i właściwie nic nie kupiłam. Supermarket- chleb, mleko, jogurt, woda mineralna, majonez, keczup itp. - ceny jak u nas, a produkty zachodnich koncernów (nestle, knorr) nawet droższe! Najtańsze płatki śniadaniowe- 12 zł !!!!!!!!!!! Może ichsine jedzenie jest tańsze, nie miałam czasu sprawdzać. Kola jest tańsza. Kupiłam pościel (najtańsza jaka była 89 yuanów czyli ok. 40 zł- za to jest dość piękna, w domu takiej nie mam ;) mam nadzieję, że nie tylko do pierwszego prania), ręcznik 23 yuany, jakiś staf do mieszania.
Zastanawiam się, jak wyglądają sklepiczki poza supermarketem. I co dziwnego można w nich kupić.

Poza tym, jest tu trochę jak w Japonii. Pod domem rośnie drzewo kaki (persymon), słychać też cykady, w koło krzaki i więcej krzaków, neony, skośni ludzie, tłumy, mushiatsui (gorąco i parno), także nocą.

Nie wiem, kiedy przyjdzie do mnie internet.

Ciekawostka na dziś: Używają 2 rodzajów wtyczek elektrycznych jednocześnie. Jedne z trzema płaskimi ukośnie położonymi bolcami, drugie z dwoma, również płaskimi, równoległymi- do tych spokojnie można wkładać nasz polskie okrągłe wtyczki, dziurki są przysuwane to nich, mimo, że tych się tutaj akurat nie używa. Nie trzeba więc przejściówki.

3 komentarze:

Anna pisze...

Eliza-chwaaaan! Cieszę się, że bezpiecznie dojechałaś:D Mam nadzieję, że szybko wszystkie problemy poprzyjazdowe się rozwiążą i wejdziesz w życie w Pekinie pełną parą^^ Nie mogę się doczekać następnych postów, pilnie będę śledzić przeżycia Elizy-podróżniczki:D

aneczka pisze...

Na początek chciałam postulować o mniejszą ilość tekstu na rzecz zdjęć ;P Zdjęć wszystkiego, o czym piszesz: ubrań, mieszkania, drzewa kaki... I bez tłumaczeń, że picassa nie działa ;]

Co to jest szafa komandor? o.O

Hmm, dalej nie umiem sobie wyobrazić tego gniazdka... ma takie suwnice z dziurkami...? zdjęcie! ;P

neko pisze...

A tak, gniazdku akurat zrobiłam zdjęcie. I mimo wszystko- mam nadzieję, że znajdę obejście blokady i jakoś picase odpalę, póki co, tak, będę się nią tłumaczyć. Zresztą, to nie ma być fotoblog, nawet jak będę dawać fotki to raczej nie równolegle z tekstami, bo az tyle czasu to nie mam, żeby się za każdym razem bawić w zgrywanie, wrzucanie, publikowanie...